sobota, 6 czerwca 2015

Rozdział 7





Violetta

Obudziłam się koło godziny ósmej...
Postanowiłam wstać. Wzięłam z garderoby koszulkę, a do tego jeansy. Poszłam do toalety i się ubrałam. Włosy rozczesałam i pozostawiłam rozpuszczone. Makijaż zrobiłam bardzo  delikatny. Prawie nie widoczny. Gdy już wyszłam z łazienki, poszłam do jadalni, gdzie Olga już podawała śniadanie.
- Dzień dobry wszystkim - powiedziałam
- Dzień dobry. - odpowiedzieli
- Co na śniadanie ?
- Kanapki z szynką, serem, pomidorem i ogórkiem. - odpowiedziała na moje pytanie Olga. Zasiadłam do stołu i zaczęłam jeść. Jadłam około 20 minut. W tym czasie trochę porozmawialiśmy wszyscy.
Gdy z powrotem wróciłam do pokoju, była  dziewiąta. Nie miałam co robić, więc włączyłam sobie telewizor i położyłam się na łóżku. Akurat leciała jakaś komedia. W czasie oglądania, przysnęło mi się.

***

Obudziłam się o 14:00, poszłam do łazienki i poprawiłam fryzurę, ponieważ jak spałam to się troszkę potargała.
- Obiad ! - krzyknęła Olga, zeszłam na dół i zjadłam posiłek.
Po zjedzeniu poszłam do pokoju. Włączyłam laptopa , po czym wpisałam hasło. Weszłam w Google i wpisałam fb. Po chwili byłam już zalogowana na swoim koncie. Ogarnęłam fejsa i wyłączyłam laptopa. Usłyszałam dźwięk smsa.

Od: 662907745
Będziesz moja :*

Do: 662907745
Ross ? 

Od: 662907745
Skąd wiedziałaś ? :*

Do: 662907745
Idiotów zawsze rozpoznaje. 

Od: Idiota
Mrrrr...

Do: Idiota
Przestań ! I tak już nigdy nie będziemy razem !

Od: Idiota
Jeszcze się przekonamy.

Do: Idiota
Nara, idioto !

Od: Idiota
Pa, kochanie :*

Idiota...

~14:55~

Czas wychodzić z domu. Założyłam na swoje nogi baleriny, wzięłam telefon do ręki i wyszłam. Do parku doszłam w 7 minut. Gdy tam dotarłam, Verdas już tam był. Usiadłam koło niego.
- Hej.
- Cześć - powiedziałam - Po co chciałeś się spotkać ? - palnęłam bez pomyślenia, przecież to oczywiste, że chce gadać o nas.

Idiotka...

- Jak to po co ? Nie uważasz, że trzeba coś wyjaśnić. ? - zapytał
- Tak, przepraszam.
- Nic się nie stało. A więc... Czy Ty mnie zdradziłaś z tym typem ?
- Nie, a Ty mnie z Francescą ?
- Też nie. Ale czemu akurat z Francescą ?
- Bo mi powiedziała, że mnie zdradzasz, a jak zapytałam z kim to powiedziała, że z nią.
- Ej, wiesz co jest dziwne ? - zapytał
- Nie
- Bo do mnie też przyszła Francesca i pokazałam Twoje zdjęcia z tym chłopakiem.
- Co ?
- No na zdjęciach się całowaliście itp.
- Bo mi Fran też pokazała zdjęcia tylko, że z Wami.
- Idziemy do niej ?
- Idziemy. - wstaliśmy z ławki i skierowaliśmy się pod dom Naszej byłej przyjaciółki.

***

- Cześć kochanie, i Viola - powiedziała uśmiechnięta
- Yyy... Hej
- Co tu robicie ?
- Przyszliśmy wyjaśnić parę spraw.
- A jakich ?
- Możemy wejść ? - otworzyła drzwi na oścież i wpuściła Nas do środka. Usiedliśmy wszyscy na sofie. - A więc...
- Czemu nas okłamałaś?
- Z czym ?
- No że niby ja zdradzam Vilu, a ona mnie.
- A. O to Wam chodzi.
- Tak
- No bo Leon... Wiesz, że od dawna mi się podobasz więc chciałam cie jakoś zdobyć..
Więc Tobie nagadałam o Violi, a Violettcie o Tobie, żeby was rozdzielić.
- Zwariowałaś ? - zapytałam. - Nie wiem jak Ty Leon ale ja wychodzę. - powiedziałam po czym wyszłam. Verdas zrobił tak samo.
- To co teraz ?
- Nie wiem, ale nie możemy do siebie wrócić. - powiedziałam.
- Dlaczego ? Przecież się wszystko wyjaśniło.
- No niby tak, ale przecież zaufanie w związku to podstawa, a my sobie nie zaufaliśmy. - odpowiedziałam
- Masz rację.
- Przyjaciele ?
- Jasne ! - przytuliliśmy się. - Odprowadzić Cię ?
- Jeśli ci się chce. - szliśmy z 5 minut i w pewnym momencie mnie olśniło. - A jak ten chłopak na zdjęciu wyglądał ?- zapytałam, wtedy Leon zaczął opisywać tego chłopaka. - Przecież to ten idiota !
- Ktoś mnie wołał ? - Zapytał mężczyzna w średnim wieku, na co z Leonem się zaśmialiśmy.
- Nikt pana nie wołał. - powiedziałam i ruszyliśmy dalej
- Jaki idiota ?
- Ross
- Kto to ?
- Chodziłam z Nim jeszcze jak byłam w Barcelonie. - powiedziałam, a Leon już się nie odzywał.

~2 miesiące później~

Z Leonem jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi, a razem z Naty, Maxim i Camilą tylko przyjaciółmi. Leon jest dla mnie najważniejszy.
Z Francescą oraz Leną nie rozmawiamy, coś tam było, że Fran Nas przepraszała ale szczerze mam to gdzieś.  Ross się odczepił. Oni razem współpracowali.

Czuby...

***

Obudziłam się o dziewiątej. Ubrałam się, zjadłam śniadanie. Do 12:30 zajęłam się sobą, czyli grałam w gry, siedziałam, jadłam lody, pisałam z Leonem smsy.
O 13 wyszłam do Camili, ponieważ byłyśmy umówione.
Szłam powoli chodnikiem, aż dotarłam. Ruda nie mieszka daleko. Zapukałam, otworzyła mi mama przyjaciółki.
- Dzień dobry, jest Cami ?
- Dzień dobry, Violetto. Jest u siebie na górze. - wymieniłyśmy się ciepłymi uśmiechami. Podreptałam po schodach i zapukałam do drzwi.
- Hej.
- Cześć - odpowiedziała.
- Co robisz ?
- Emm... Myślę.
- Coś się stało?
- Nie, a czemu miałoby się coś stać ?
- Myślisz.
- Viola ! - zaczęłyśmy się śmiać.

U Camili byłam do 18. Trochę pogadałyśmy, śmiałyśmy się, byłyśmy poduszkami. Czas szybko zleciał.
- Do widzenia Pani. - powiedziałam na pożegnanie do mamy Camili.
- Pa, Violu. - zamknęłam drzwi od domu i ruszyłam w kierunku swojej chaty. Szłam, pisałam z Naty smsy, zagapiłam się i na kogoś wpadłam.
- Przepraszam. - powiedziałam, ale gdy zobaczyłam kto to, od razu coś dodałam. - A, to tylko Ty - ulżyło mi
- Tak, to TYLKO ja. - powiedział nie kto inny jak Leon. Udawał obrażonego - Foch forever na 2 minuty. - powiedział
- Przepraszam, to nie tak miało zabrzmieć.
- Dobra, dobra, już Ci uwierzę.
- No uwierz.
- Pomyślę.
- Coś się stało ?
- Nie, a co ?
- Będziesz myślał.
- Violetta... ! - zaczęłam się śmiać. - Śmiejesz się z tak mądrego człowieka ?
- Nie.
- Jak to nie ? Przecież widzę, że się śmiejesz.
- Ja się śmieje z tak głupiego człowieka
- Ja idę do domu. Jak przemyślisz swoje zachowanie to zadzwoń.

Leon

- Mamo, nie ! - krzyknąłem.
- Tak, Leon. Idź się pakować.
- Ugh ! Nienawidzę Cię ! Was ! Bo ojca też ! - poszedłem do pokoju wściekły. Rodzice, wymyślili sobie, że wyjedziemy do Madrytu, bo tam znaleźli lepszą pracę i będzie nam się lepiej żyło.

Ta jasne...

Samolot mam za 3 godziny więc się spakuje  i pójdę do Violi.
Wyciągnąłem z szafy wielką walizkę do której schowałem najpotrzebniejsze rzeczy. Takie jak ciuchy, czy ładowarka do telefonu.
Skończyłem jakoś po 1 godzinie. Wziąłem walizkę i zszedłem z nią na dół i postawiłem koło wyjścia. Ubrałem buty i wyszedłem do Violetty.

- Viola ! - krzyknąłem gdy wszedłem do pokoju dziewczyny. Stała przy oknie. Gdy tak wparowałem od razu się do mnie odwróciła.
- Co ! - krzyknęła tak samo jak ja, żeby było śmiesznie. - Już Ci przeszło ?
- Tak jakby. - powiedziałem - Chodź do mnie. - rozłożyłem ręce tak aby się do mnie przytuliła. Zrobiła to. - Muszę Ci coś powiedzieć.
- Co ?
- Moi rodzice są głupi. Karzą mi wyjechać z Nimi do Madrytu, ponieważ tam znaleźli lepszą pracę. - szatynka od razu się ode mnie odsunęła i zaczęła się śmiać.
- Leon, nie żartuj.
- Nie żartuje. - przestała się śmiać.
- Jak to ? Wyjeżdżasz ? - kiwnąłem głową potwierdzająco. - Co ? Nie ! - od razu się do mnie mocno przytuliła. - Nie możesz. Nie zostawiaj mnie. !
- Violu, muszę. Mi też się nie uśmiecha jechać.
- Ale Leon...
- Będziemy gadać, pisać smsy, listy. Na pewno Cię odwiedzę.
- No dobrze... Obiecujesz ?
- Obiecuję.
- Kiedy wyjeżdżasz?
- Dzisiaj za półtorej godziny
- Będę tęsknić. - powiedziała ze smutkiem w głosie.
- Ja też. Muszę już iść. - ta powoli się ode mnie odlepiła.
- Będziesz miał coś przeciwko jeśli Cię odprowadzę do domu ?
- Nie. - uśmiechnąłem się do niej.
- To idziemy. - szliśmy jak najwolniej tylko, żeby być dłużej ze sobą. Po chwili stało się coś czego oboje nie chcieliśmy. Dotarliśmy pod mój dom.
- Dotarliśmy - powiedziałem.
- Obiecujesz, że będziesz dzwonić i pisać. ?
- Tak.
- Leon. Jedziemy - powiedzieli rodzice, a Viola się we mnie mocno wtuliła.
- Muszę iść. - odlepiłem się od niej i poszedłem do samochodu. Zaczęliśmy odjeżdżać. Widziałem jak Violetta patrzy tymi swoimi wielkimi i czekoladowymi oczami.

***

Mamy rozdział 7 <3
I bardzo przepraszam, że piszę takie krótkie, ale i tak się starałam, aby ten był dłuższy niż zwykle. :)
Nie bijcie :D

*Piszcie, jeśli chcecie, aby zająć Wam miejsce pod ósemką.

3 komentarze = Rozdział 8

6 komentarzy: